Wojciech Łapiński: Komunizm i kapitalizm w praktyce

Kategoria: Opinie

środa, 27. grudnia 2006

Od krótkiej genezy powstania tych dwóch antagonistycznie do siebie nastawionych państw rozpcznę przybliżanie sytuacji na Półwyspie Koreańskim. Początek dwudziestego wieku nie rozpoczął się dobrze dla Korei, trafia pod okupację japońską. Od tego momentu dochodzi do szeregu walk z najeźdźcą, powstają różne koncepcje walki niepodległościowej. Okres kolonialny trwa 36 lat, czyli do 1945 roku, kiedy po pokonaniu Japonii, w kraju zostają ustanowione dwie administracje, na północy – sowiecka, na południu – amerykańska.

Istotna jest rola Kim Ir Sen (obecnie przedstawiany jako twórca antyjapońskiej partyzantki), adepta jednej ze szkół oficerskich podlegających NKWD. Na przełomie 1943 i 1944 r. Moskwa zdając sobie sprawę, że Japonia nie wygra wojny, właśnie w nim widzi swojego człowieka, który zadba o jej interesy i doprowadzi do połączenia obu państw koreańskich pod sztandarem komunizmu.

Wybory pod nadzorem ONZ odbywają się tylko na południu. W sierpniu 1948 r. Powstaje Republika Korei, a we wrześniu Koreańska Republika Ludowo-Demokratyczna. Kim Ir Sen dąży do zdobycia władzy w całym kraju, co prowadzi do konfliktów, a w konsekwencji do wojny koreańskiej, pochłaniającej ponad dwa miliony istnień ludzkich.

Rozejm zostaje zawarty 27 lipca 1953 roku. Od tego momentu zaczyna się gehenna dla ludności znajdującej się w północnej części Półwyspu. Nie obowiązują żadne regulacji, które umożliwiałyby przejście czy nawet kontakt z rodzinami czy znajomymi mieszkającymi na południu. Strefa zdemilitaryzowana jest otoczona setkami kilometrów zasieków z drutu kolczastego, minami przeciwpiechotnymi i niezliczoną armią strażników.

Z czasem Korea Północna wyemancypuje się spod wpływów Kremla i Chin, nie będzie to jednak przeszkodą dla Słońca Narodu w twórczym rozwijaniu założeń Marksa i Engelsa. Władza dążyła do całkowitej kolektywizacji i nacjonalizacji wszelkich gałęzi gospodarki. W Korei Południowej będą towarzyszyły pozytywne trendy, wspierana przez Stany Zjednoczone, stanie się azjatyckim tygrysem – jednym z najszybciej rozwijających się krajów na świecie.

Dwa światy

Od ponad 50 lat żyją obok siebie, a jakby w dwóch różnych światach. W jednym kraju, wolność jest zagwarantowana przez państwo, nie jest ani prawem, ani przywilejem, w drugim, swobodne zachowanie jest sankcjonowane, dopuszczalne jest tylko postępowanie zgodne z wytycznymi partii, zaś penetracja życia prywatnego posunięta do granic absurdu, rząd może zmusić małżeństwo, które uzna za groźne dla państwa, do przymusowego rozwodu.

Na gruncie ekonomicznym różnice są równie dramatyczne. Przypadki kanibalizmu, do jadłospisu kraju wzorowego socjalizmu na stałe weszły szyszki, kora drzewna, jaszczurki i inne przysmaki, które uda się zdobyć w tym - nomen omen – raju. Bez wsparcia ze strony Chin, Stanów Zjednoczonych i Korei Południowej obywatele zjadaliby się wzajemnie. Niestety, znaczna część tej pomocy jest przeznaczana na powiększanie arsenału broni, w tymi tej najgroźniejszej – niekonwencjonalnej. I tak, zamiast przeznaczyć pieniądze na leki, podstawowe środki medyczne, instrumenty lekarskie, partia finansuje wojsko. Problemy z dostarczaniem prądu są codziennością, tylko do Phenianiu dostarczany jest przez całą dobę, reszta kraju nie może liczyć na taki luksus, w nocy spowita jest ciemnością. Paliwa na stacjach praktycznie nie można kupić, zresztą i tak nie wydaje się mieć to znaczenia, skoro zwykły obywel nie może mieć samochodu.

Na południe od 38 równoleżnika sytuacja ma się zgoła inaczej. Republikańska forma rządów otwiera przed obywatelami drogę do dobrobytu, a wolność osobista sprzyja wzrostowi gospodarczemu. Jak wiadomo rzeczywista wolność ma miejsce tylko wtedy, gdy nie jest wyłącznie w ujęciu stricte politycznym, a więc w oderwaniu od wolności gospodarczej. Ten związek jest istotny tak dla jednostki, jak i dla całej wspólnoty. Jeżeli nie ma tej korelacji, nie ma prawdziwej wolności. PKB na mieszkańca jest w Korei Południowej dwadzieścia razy wyższe niż komunistycznym skansenie. Tygrys ma się dobrze.

Niemalże 50 milionowa liczba ludności radzi sobie znakomicie, ciągłą pracą podnosi stopę życiową, buduje wysoką pozycję na rynku światowym, przyciągając kolejnych inwestorów. Ma to pozytywny wpływ na rozwojów duchowy, zacieśnienie więzów społecznych, kultywowanie tradycji, zakładanie rodzin. Phenian jako strawę dla ducha ofiaruje kult Kim Ir Sena. Od samego początku prześladowano wszystkie wyznania a duchowych poddawano niewybrednym szykanom.

Partyjni historycy doprowadzili do deifikacji tego komunistycznego zbrodniarza. Hagiografia jaka powstała na temat jego osoby jest bardzo bogata, zbudowano setki pomników, muzeów. Biografowie tak żarliwie wypełniali swoje zadanie, że nie zwracali uwagi na błędy chronologiczne, sprzeczności we własnych relacjach, wyprzedzania wydarzeń o dobrych kilkadziesiąt lat. Spreparowane dokumenty, które mają zaświadczać o doniosłych dokonaniach Kima nie sprawiają nawet wrażenia autentyczności. Nie muszą. Koreańczycy i tak tego nie zakwestionują, a badania zagranicznych naukowców nie trafiają do ludności. Wszystkie informacji są pod kontrolą władzy, rząd decyduje o tym, czego ma się dowiedzieć społeczeństwo. Ludzie żyją w totalnej izolacji wspieranej państwowym terrorem.

Śmierć Wielkiego Wodza wywołała rzeczywiste poczucie smutku i oznaki bezgranicznego szacunku, propaganda zrobiła swoje, niestety.

Jego śmierć nie przyniosła zmian. Może na gorsze. Kim Dzong Il doskonale się urządził. Podczas gdy miliony mieszkańców umierają z głodu albo dogorywają w kopalniach czy obozach, ich przywódca sprowadza sobie np. najdroższy kawior, wieprzowinę z Danii oraz ryby i owoce morza z tokijskiego targu rybnego. Jest znanym koneserem koniaków. W swoich piwnicach zgromadził podobno dziesięć tysięcy sztuk. KRLD jest exemplum wprowadzenia w życie idei kolektywistycznych. Tragiczną konsekwencją budowania komunistycznego raju na ziemi.

Położenie geopolityczne Korei Południowej jest nie do pozazdroszczenia. Granica z Koreą Północną jest miejscem newralgicznym. Dla dobrze prosperującej Republiki najpoważniejszym zagrożeniem jest nieobliczalność Phenianu. Można się spodziewać, że zagrożenie będzie rosło wprost proporcjonalnie do pogarszania się sytuacji ekonomicznej w reżimie komunistycznym. Im będzie gorzej, tym ruchy przywódcy będą bardziej gwałtowne, podyktowane irracjonalnymi przesłankami. Przegrupowanie wojsk zostało tak pomyślane, że w strefie granicznej ulokowano większość sił bojowych, w tym jednostki specjalne, które wg różnych szacunków mogą wynosić ok. 60-80 tyś ludzi.

Atomowy Kim

Na koniec należy odnieść się do wydarzeń z ostatnich dni. Reżim dokonał próby jądrowej ( specjaliści są zgodni, że próba rzeczywiście była, ale ładunek był bardzo mały) tym samym dołączył do klubu atomowego, w którym znajdują się m.in.: USA, Federacja Rosyjska, Francja, Wielka Brytania, Chiny, Indie i Pakistan. Od pewnego czasu spodziewano się, i zastanawiano się, w jaki sposób zdyscyplinować niepokornego satrapę. Rezultaty burzy mózgów nie przyniosły zasadniczych rozwiązań. Znowu postanowiono nałożyć sankcje, pogrozić palcem. Stanowcze kroki też nie wchodzą grę. Po pierwsze, ONZ nie będzie chciał się angażować militarnie, a USA nie są w stanie działać w tak wielu krajach (m.in. Afganistan, Irak). Po drugie, jeżeli Kim Dzong Il zostanie zmuszony do użycia siły, nie zawaha się skorzystać ze wszystkich dostępnych środków, w tym broni chemicznej i biologicznej. Pierwsze uderzenie zostanie skierowane na Seul, już teraz wymierzonych jest kilkanaście tysięcy dział. Tu trzeba przypomnieć, że stolica Korei Południowej liczy, bagatela, 20 milionów mieszkańców, a więc możemy sobie wyobrazić obraz tragedii i zniszczeń.

Kim Dzong Il dysponuje także inną bronią, podrabianymi dolarami. Specjaliści z CIA twierdzą, że są lepiej wykonane niż te prawdziwe. Nic dziwnego, skoro dyktator wydzielił specjalne komórki rządowe i przeznaczył na ten cel ogromne fundusze. Najlepsi specjaliści na najnowocześniejszym sprzęcie pracują, żeby stworzyć najdoskonalsze imitacje dolraów. Na razie reżimowi nie udało się podważyć wiarygodności USA, ale to tylko dzięki stanowczym rekacjom i dobrym przygotowaniu służb specjalnych. Ameryka musi cały czas trzymać rękę na pulsie, żeby nie doszło do sytuacji, w której dolar już nie będzie bezpieczną walutą dla inwestorów czy pomniejszych krajów zależnych od amerykańskiej waluty.

ONZ zdaje sobie sprawę, że test jądrowy przeprowadzony przez Koreę może zapoczątkować niebezpieczną spiralę, która do takich samych ruchów zmobilizuje Chiny, Indie, Iran oraz inne kraje. Żeby do tego nie dopuścić potrzebna jest szeroko współpraca krajów związanych z ONZ, ale czy w imię wspólnego dobra, kraje są w stanie wyzbyć się partykularnych interesów i działać razem?

***

Wojciech Łapiński

Artykuł ukazał się w listopadowym numerze miesięcznika “Racja Polska


Dodaj swój komentarz:


Ankieta

    • Najlepszy parlamentarzysta:

      Zobacz wyniki

      Loading ... Loading ...

  • Odsyłacze