Wojciech Romerowicz: Stop wariatom prasowym!

Kategoria: Opinie

czwartek, 22. czerwca 2006

Przesadne angażowanie się prasy w politykę szkodzi. Tezę taką można wysnuć przyglądając się działalności dwóch największych lewicowych tytułów w Polsce. Chodzi naturalnie o „Gazetę Wyborczą” i „Trybunę”. O ile ta pierwsza jeszcze zipie, to tej drugiej pozostało jedynie publikowanie błagalnych odezw do czytelników o wsparcie.

Wypadałoby pozwolić spokojnie zdechnąć tym dwóm okrągłostołowym mutantom. Niestety, aby słowo stało się ciałem, trzeba jeszcze trochę wycierpieć. Oczywiście znikniecie betonowej „Trybuny” będzie miało nikłe znaczenia. Gorzej z wyborczą. Ta podryguje i wierzga w śmiertelnej agonii. Co gorsza ostatnio pojawił ktoś, kto wzmógł dramatyzm jej cierpień i dołożył katuszy natury psychicznej.

Mowa rzecz jasna o nowym Ministrze Edukacji, Romanie Giertychu. Niemal od samego początku objęcia przez niego ministerialnej teki działacze z wyborczej produkują mniej lub bardziej zjadliwe paszkwile na jego temat. Zupełnie jakby się wściekli. Czynią to w tak ogromnie emocjonalny sposób, iż najprawdopodobniej stracili już kontrolę nad własnymi czynnościami fizjologicznymi, bo od ich pisaniny aż cuchnie.

W zasadzie nie ma dnia, aby na łamach „Gazety Wyborczej” nie pojawił się jakiś tekst krytykujący poczynania nowego ministra mimo, że fizycznie jeszcze nie miał czasu, aby wiele zrobić. Można zadać pytanie, co konkretnie krytykują? Zaraz dojdziemy jednak do wniosku, że owo pytanie jest całkowicie pozbawione sensu. Wyborcza bowiem krytykuje absolutnie wszystko, co może mieć nawet cień związku z Romanem Giertychem.

O to na przykład sam zastępca naczelnego GW, Piotr Pacewicz wyskrobał felieton pełen połajanek i pretensji pod adresem programu „Warto Rozmawiać.” Nie trzeba być Adamem Michnikiem, aby wydedukować, że powodem druzgocącej krytyki była obecność w audycji… Romana Giertycha. Co gorsza Pospieszalski nie wyzywał ministra od faszystów i homofobów! Mało tego, w programie wyemitowano materiał filmowy ukazujący skandaliczne zachowanie uczestników parady równości i nielegalnej pikiety po MEN! Na psa urok! Pewnikiem Parlament Europejski miał rację potępiając nasz kraj za – mówiąc oględnie – wszechobecny prawicowy ekstremizm!

Ale spokojnie. Pacewicz nie puszcza takich bezeceństw płazem. Już w samym tytule felietonu gruchnął, że Giertych to kłamca, bo podręcznik do nauczania praw człowieka „Kompas” (ciekawe czy w owym podręczniku pod definicją człowiek ujęte już zostały szympansy, goryle i orangutany), wcale nie promuje homoseksualizmu. To nic, że na kartach wspomnianego opracowania wyczytać można zalecenie: „nawiążcie kontakt z organizacją gejowską lub lesbijską w waszym kraju. Zaproście jednego z przedstawicieli tej organizacji na spotkanie.” Pacewiczowi zapewne chodzi o to, że spotkania te mają mieć charakter swojego rodzaju szkolnych galerii osobliwości, bo nie o promocje zachowań gejowskich przecież idzie. Ot, jak ktoś nie widział na własne oczy geja bądź lesbijki, to na szkolnym spotkaniu może przyjrzeć się eksponatowi z bliska.

Jednak zastępca naczelnego wyborczej nie stępił na tym ostrza swej krytyki. Wsparł uczestniczącą w programie panią psycholog, która nie mogła się połapać w pomysłach serwowanych przez MEN. No cóż, biorąc pod uwagę, że do tej pory w szkolnictwie działo się niewiele bądź nic, więcej pomysłów niż dwa w tej materii istotnie może wprowadzić zamęt w głowie.

Nie da się ukryć, że program Pospieszalskiego podniósł ciśnienie Piotra Pacewicza. Na szczęście miód na jego serce wlała była wiceminister edukacji i działaczka PeDecji, Irena Dzierzgowska. Dama ta wedle publicysty, to uosobienie mądrości i przenikliwości, zaś jej udział w audycji był obrazem klasy i wyjątkowej finezji. Wszystko co powiedziała – a niewiele miała do powiedzenia – było genialne. Jej zaangażowanie w zbieranie podpisów przeciwko Giertychowi to szczyt doskonałości organizacyjnej. A jak wspaniale spuentowała dyskusję. Pacewicz aż nie mógł się powstrzymać od przytoczenia jej słów: „Ja bym wolała, żeby Pan [Roman Giertych - przyp. red.] nic nie robił - z rozbrajającym uśmiechem powiedziała Dzieżgowska.” Nie wiadomo kogo uśmiech Dzierzgowskiej rozbroił. Jeśli miało to cokolwiek wspólnego ze śmiechem, to raczej „baranim” – jak mówią na Podkarpaciu.

Wojciech Romerowicz


Dodaj swój komentarz:


Ankieta

    • Najlepszy parlamentarzysta:

      Zobacz wyniki

      Loading ... Loading ...

  • Odsyłacze