Wywiad z Andrzejem Pilipiukiem

Kategoria: Opinie

wtorek, 8. maja 2007

07_80a.jpgPamiętacie jeszcze debatę na temat własności intelektualnej, która odbyła się na stronach serwisu eCzas.net? Jeśli tak, to zapraszamy do wywiadu ze słynnym pisarzem science-fiction, zdecydowanym przeciwnikiem infoanarchizmu -  p. ANDRZEJEM PILIPIUKIEM. Rozmawia ALEKSANDER MAJEWSKI.

AM: W marcu ,  na eCzas.net, stoczyliśmy prawdziwą batalię odnośnie własności intelektualnej. Wszystko zaczęło się od mojego wywiadu z Maciejem Miąsikiem, a zakończyło Pańskim tekstem „Aberracja”, który można nazwać dekalogiem zwolenników własności intelektualnej i ripostą Igora Belczewskiego. Czy od tamtego czasu coś zmieniło się w Pańskich poglądach, związanych z tematyką własności intelektualnej? Czy dalej uważa Pan, ze infoanarciści, to zwykłe lumpy?

AP: Moje poglądy nie uległy zmianie. Nadal twierdzę że środowisko infoanarchistyczne to grupa ludzi składająca się z garstki oderwanych od rzeczywistości idealistów oraz rzeszy lumpów którym się akurat rzeczywistość nie podoba bo jest dla nich niewygodna.

AM: Czy nie uważa Pan jednak, ze różnice miedzy środowiskiem zwolenników własności intelektualnej i jej przeciwników nie wynikają wcale z tego, ze  infoanarchiści maja postmarksistowski, roszczeniowy stosunek do cudzej własności, ale po prostu z nie uznawania „własności” intelektualnej za własność?

AP: A po co mamy sie bawić w roztrząsanie tego od tej strony? Infoanarchista to ktoś kto uważa że nie powinien płacić za jakieś dobro bo jego potrzeby konsumpcji są ważniejsze od potrzeb wytwórcy. Czym różni się od nastoletniego złodziejaszka który też uważa że należy mu się radio samochodowe sąsiada?

Poza tym by czegoś „nie uznawać za własność” należy być najpierw dysponentem tej własności. Można się zrzec tylko tych praw którymi się włada. Ktoś napisze program komputerowy i uzna że może go puścić w sieci dla wsiech – proszę bardzo. On stworzył on decyduje. (mogę co najwyżej pokręcić głową z potępieniem – gdyż uważam że rozdawnictwo demoralizuje).

Dlaczego ktoś ma samowolnie decydować o rzeczach których nie wytworzył ani nie kupił?

*

Pisząc o postmarksizmie ująłem to od trochę innej strony – w marksizmie zanika własność prywatna - tym samym wytwórca traci jakiekolwiek prawa do tego co wymyślił lub wytworzył. Infoanarchizm w tym aspekcie swojego działania jest nie do odróżnienia od marksizmu.

Gdy byłem młody i chodziłem do podstawówki tresowano nas w nienawiści. Gdzieś na zachodzie byli krwiopijcy kapitaliści z którymi kiedyś mieliśmy zrobić porządek, w kraju byli cinkciarze i badylarze. Nienawiść budowano na najprostszym uczuciu – zazdrości. 

Infoanarchia opiera się na tym samym fundamencie. Ktoś ma a ja nie. Stąd już tylko krok o hasła punków „własność to kradzież”.

AM: Twierdzi Pan, ze jest daleki od uznawania pracy za wartość samą w sobie, ale jednak ukazując swój punkt widzenia mówi Pan o trudach pracy pisarza (m.in.: pkt II tekstu „Aberracja). Czyżby wkradła się jakaś niekonsekwencja?

AP: W okresie komunizmu przyzwyczajono nas że liczy się trud fizyczny. 50 roboli z łopatami wykonywało pracę którą dziś wykonuje jeden operator spychacza i dostawało za to wynagrodzenie wyższe niż pensja 50 lekarzy.

jestem zwolennikiem mechanizacji wszystkiego co można zmechanizować. Pracy twórczej zmechanizować się nie da. Ubolewam nad tym.

Praca nie jest dla mnie celem samym w sobie. Praca to środek którego używam by wejść w posiadanie dóbr i usług. Nie odczuwam potrzeby gromadzenia darmowych plików – po to pracuję by móc wejść sobie do sklepu i kupić to co jest mi akurat potrzebne do życia albo do szczęścia.

na ok 20 milionów Polaków w wieku produkcyjnym jedynie10 milionów pracuje. (być może część dorabia sobie na czarno). To pokazuje skalę problemu.

AM: Wspomniał Pan, ze równie dobrze zysku z pracy może zostać pozbawiona prostytutka. Wtedy jednak będziemy mieć do czynienia z dokonaniem przemocy, a przecież ściąganie plików mp3 czy wersji elektronicznych książek za darmo, nie jest ani pobiciem ani gwałtem. Chyba jednak takie porównanie nie jest zasadne…

AP: Dlaczego nie jest zasadne? Sytuacja jest identyczna – praca została wykonana honorarium poszło się bujać. Czy orżniemy pracownika na wypłacie czy spiracimy płytę – efekt końcowy będzie identyczny. Ktoś wykonał pracę i nie dostał za nią wynagrodzenia.

Czy złodziej zamaluje kogoś kijem po głowie i zabierze mu portfel, czy używając komputera włamie mu się na konto elektroniczne – efekt końcowy będzie taki sam. Zniknięcie pieniędzy.

Jeśli na rynku konkurować muszą wersje legalne i dostępne od ręki za darmo wersje nielegalne efekt będzie ten sam – strata pieniędzy.

Nikt nie proponuje prostytutce żeby wykonała swoją usługę za darmo. Dlaczego zatem uważa się że twórca ma harować za bezdurno, albo za połowę stawki? W czym jest on gorszy od panienki spod latarni?

AM: Argumentując Pańskie zdanie, posłużył się Pan przykładem maszyny parowej, twierdząc, ze gdyby Watt opatentował ten wynalazek postęp byłby bardziej dynamiczny. Czy nie uważa Pan, ze taka opinia, niejako gloryfikująca pewna formę monopolu, jest uwłaczająca dla kogoś, kto mieni się mianem liberała?

AP: Dlaczego monopolu? Watt uzyskałby patent zabezpieczający mu zyski z wynalazku – ale nie mówimy tu o opatentowaniu samej idei silnika. Ktoś bardziej łebski od niego zrobiłby silnik spalinowy. (I samochody mielibyśmy w roku dajmy na to 1820-tym). Połzunow zbudował swoją „maszynę ogniową” inaczej niż Watt. Jaki tu monopol? Zresztą W. Volkrodt udowadnia że maszynę parową można było zrobić jeszcze prościej – bez cylindrów.

Popatrzmy od innej strony. w bodaj 1928 roku IG-Farben (obecnie Aqfa) ukradło patenty Szczepanika na wytwarzanie małoobrazkowego filmu do aparatów fotograficznych. Korzystają z nich do dziś. Synowie wynalazcy próbowali się nimi procesować – więc zaraz gdy pojawiła się możliwość - w 1939 roku poszczuto ich gestapo.

Wyobraźmy sobie teraz sytuację że koncern po prostu kupuje licencję. Rodzina Szczepaników ma fundusze na dalsze badania np. fotokolorymetru i w rezultacie mamy fotografię cyfrową i kamery video w latach 50-tych.

Czy na prawdę nie widzicie że cywilizacja techniczna solidnego rozpędu nabrała dopiero z chwilą gdy pojawiły się zabezpieczenia w postaci praw patentowych?

Zresztą cóż – poczytajcie sobie jak sformułowane są patenty. „maszyna elektrostatyczna znamienna tym iż…”

Co do liberalizmu – wolność kończy się tam gdzie zaczyna się krzywda innego człowieka.

AM: Często wspomina Pan o tym, ze infoanarchizm jest zbliżony z natury do eurosocjalizmu… Ale przecież wśród tych post-komsomolców nie mówi się wiele na ten temat. Wręcz przeciwnie, infoanarchia jest dla tegoż środowiska czymś zupełnie wrogim. Natomiast infoanarchiści swoje inspiracje czerpią ze Szkoły Austriackiej czyli enklawy liberalizmu. A zatem komu bliżej do euro-socjalu, obrońcom „własności” intelektualnej czy infoanarchistom?

AP: Infoanarchizm to aberracja. Zwalczał będzie go każdy rozsądnie myślący człowiek. Jeśli trafi się rozsądnie myślący komunista – też będzie to zwalczał.

Przykłady historyczne pokazują że prawa patentowe czy prawa autorskie są niezbędne dla funkcjonowania tak gospodarki jak i kultury. W czasach mojego dzieciństwa istniał ZSRR.  Największe państwo świata. Najsilniejsze i najbardziej agresywne.

ZSRR nie podpisał żadnych międzynarodowych umów. Kradł co tylko się dało – jego uczeni dzięki armii szpiegów przemysłowych mieli natychmiastowy niemal dostęp do wszystkiego co wymyślono na zachodzie. Udało im się zaiwanić nawet zapalniki implozyjne używane w amerykańskich bombach atomowych. Gdyby idea infoanarchistyczna opierała się na realnych podstawach poziom techniki w ZSRR byłby najwyższy na świecie, a w każdym razie porównywalny z  tym co udało się uzyskać na zachodzie. Tymczasem wszyscy wiemy jak wyglądało tam życie.

Gdyby ideologia infoanarchistyczna dawała jakikolwiek pożytek największą oazą kultury byłby także ZSRR (a dziś Kazachstan). Zakładając nawet że ideologia panująca „w sowietach” ograniczała dostęp do pewnych kategorii sztuki  dzisiejszy mieszkaniec Kazachstanu może spiracić wszystko. Czy dostęp do wszystkich skarbów światowej kultury coś dał miejscowym artystom?

Na początku lat 90-tych w warszawie był sobie taki sklepik gdzie można było przyjść i za parę złotych z płyty CD przegrać sobie muzykę na kasetę. zjawisko to było powszechne. Czy w latach 1990-93 nastąpił wspaniały rozkwit polskiej muzyki inspirowanej arcydziełami? Dziwnym trafem kradzione nie tuczy. Może lokalni piraci napchali sobie kieszenie ale ogólny poziom życia ludzi i poziom kultury się od tego nie zmienił.

i jeszcze jeden przykład – była w Polsce moda na muzykę disco polo. Branża ta rozkwitała. setki zespołów, tysiące piosenek. Całkiem profesjonalna jakość nagrań. Rozwój uzyskano  m.in. dzięki temu że tej muzyki praktycznie nie piracono. Były zyski inwestowano je w promocję kolejnych grup i gwiazdeczek. Dlaczego nie kopiowano kaset z tą muzyką? Powszechnie było wiadomo że za tym interesem stoi mafia i jak ktoś wlezie na ich teren to przestrzelą kolana… Ten sektor rozwijał się dzięki bezwzględnej ochronie praw patentowych.

Nie wnikajmy w akademickie rozważania nad źródłami idei. Socjalizm w założeniach XIX wiecznych utopistów też był piękny. Popatrzmy na praktykę. Popatrzmy na skutki.

AM: Wielokrotnie mówił Pan, ze infoanarchia jest równa ograniczeniu własności twórców. Ale przecież wolność osób kupujących pliki mp3 legalnie jest deptana. Wprowadzana są zabezpieczenia, nie pozwalające na odtwarzanie tychże plików przez inne odbiorniki, niż ten, na który zostały ściągnięte. Tym samym nabywcy plików, nie mogą rozporządzać swoją własnością! Czy nie wydaje się Panu, że taki system jest niesprawiedliwy, anty- wolnościowy i wrogi własności?

AP: Dlaczego? Jeśli nabywamy motorówkę też możliwości korzystania z naszej własności ogranicza np. prawo wodne. Nie możemy nią np. wpłynąć na teren rezerwatu czy do zbiornika wody pitnej. Nabytej trzepaczki do dywanów nie możemy używać przed blokiem w nocy.

Wybór jest prosty. Możesz kupić albo jeśli nie akceptujesz warunków sprzedawcy możesz nie kupować. Pełna wolność. 

Co do zabezpieczeń – pokazują one ułomność natury ludzkiej. Gdyby nie masowe piractwo, gdyby powiedzmy 75% użytkowników grało uczciwie, zabezpieczenia w ogóle nie były by potrzebne, a i cena plików by spadła.

Gdyby nie masowe złodziejstwo i wandalizm zaoszczędzilibyśmy miliardy złotych ta kratach, alarmach, domofonach i ochroniarzach.

AM: Czy przedstawiciele liberałów, takich jak Pan, chcąc zahamować rozwój nowoczesnych technologii (P2P, torrenty, itp.), nie stają się podobni w Pańskim odczuciu, do członków pierwszych trade-unions, którzy zwalczali postęp w technologii produkcji w celu utrzymania pracy, a przy okazji korzyści materialnych?

AP: Dlaczego zahamować? Problem leży tylko i wyłącznie w tym jak użytkownik danego wynalazku może go użyć. Wirówka do frakcjowania izotopów uranu może być urządzeniem dzięki któremu wzbogaca się paliwo w reaktorze – dając w rezultacie ciepło i światło milionom ludzi. Może też posłużyć do budowy bomby atomowej. 

Postępu technologii nie da się zahamować. Jednak wirówek nie rozdaje się wariatom i uważnie patrzy na ręce rozmaitym moralnym śmieciom kręcącym się obok zakładów wzbogacania uranu.

Technologia sama w sobie nie jest zła ani dobra. wykrywacz metali może być cennym urządzeniem w rekach archeologa lub narzędziem przestępstwa w rękach hieny cmentarnej. Problemem są jak zwykle wady natury ludzkiej.

I o to mam głównie żal do ideologów infoanarchizmu – zamiast pracować nad eliminacją ułomności wmawiają ludziom że ułomność to norma.

*

A jeśli ktoś stworzy program komputerowy piszący ksiązki i udostępni go za darmo w sieci to splunę z żalu i zajmę się czym innym.

 AM: Czy chciałbym Pan na koniec przekazać cos czytelnikom serwisu eCzas.net?

AP: Cóż, nie słuchajcie lewaków tylko pracujcie nad niezłomnością swego charakteru.

AM: Dziękuję za rozmowę i życzę dalszej pomysłowości w pisaniu nowych książek.

AP: Dziękuję.


Komentarzy: 15

  1. Krzysio wtorek, 8. maja 2007

    Infoanarchistom chodzi przede wszystkim o wolność osobistą, w konsekwencji wolność używania własnego komputera osobistego bez ograniczeń. A dla A.P. to oczywiście lewactwo. Maciek Miąsik pisał na swoim blogu o znanym amerykańskim pisarzu SF Cory'm Doctorowie. http://www.verbotomy.com/jimage400/doctorow.gif Facet żyje z pisania, podobnie jak A.P., ale ma całkiem inny od niego stosunek do 'własności inaczej'. Wszystko co napisał można pobrać z jego strony za darmo. Tak, bez kitu, legalnie - stąd: http://www.craphound.com/ Jak ktoś chce kupić jego książki drukiem - nie ma sprawy. To że daje swoje opowiadania i nowele za darmo jest tylko formą promocji. Ci co chcą kupić wersję drukowaną i tak ją kupią. A ci co przeczytają za darmo i nie kupią będą go co najwyżej reklamować - za darmo. Trafnie problem dawania i brania za darmo treści cyfrowych ujął qm2003 - jeden z forumowiczów Slyck'a w swojej stopce: "P2P is not piracy, it's marketing. In fact, if your music or movie is NOT being downloaded, you should be WORRIED ! If you can't even give it away for free, how do you expect to sell it, stupid ?" Panie Pilipuik, jak nikt nie będzie pańskich książek pobierał z sieci p2p lub z jakiegoś serwera to powinien Pan pomyśleć o zmianie zawodu. Czego oczywiście nie życzę.

  2. Andrzej Pilipiuk wtorek, 8. maja 2007

    Errata - IG-Farben ukradło technologię wytwarzania fotografii kolorowej.

  3. jedi wtorek, 8. maja 2007

    A to wstrętne kradzieje! A co do wywiadu: "Co do liberalizmu – wolność kończy się tam gdzie zaczyna się krzywda innego człowieka." => może Pan podać jakąś zwięzłą definicję krzywdy? Bo mi się wydaje, że to strasznie subiektywna sprawa jest.

  4. drNieglowicz wtorek, 8. maja 2007

    Panie Andrzeju Posiadam kupione za WŁASNE PIENIĄDZE ok 6500 tomów drukowanych książek. Sam jestem Twórca i producentem programów komputerowych. Jednak Pańska agresywna i miejscami wulgarna argumentacja zupełnie do mnie nie trafia. Proszę zwrócić uwagę na poniższe przesłanki: 1. Myśł ludzka jest własnością twórcy dopóki nie zdecydował się nią podzielić z innymi ludźmi. 2. Historycznie wytworzył się obyczaj szanowania twórcy za ten właśnie wybór. Dlatego właśnie twórcom przysługuje inny szacunek społeczny niż np. sprzedawcom marchewki (którzy też pełnia bardzo ważną społecznie rolę). 3. Twórcy należy się wynagrodzenie za dzieło - nie zaś za prawo do zapoznania się z dziełem 4. Dzieło bez odbiorców jest bądź prywatnym hobby twórcy - bądź śmieciem Aby pozyskać odbiorców twórca musi poświęcić część dzieła jako give-away Jeśli zaś mamy targać się po szczękach - to każdy przypadek w którym Pańskie dzieło zostało nabyte za pieniądze podatkowe (czyli zrabowane pod przymusem) np. zakup Pańskich książek przez bibliotekę publiczną - powinień skutkować podejrzeniem Pana o paserstwo. Wszak czerpie Pan korzyści z kradzieży. Gdzieś musi istnieć granica semantycznych nadużyć - i nie ma żadnego powodu by nie była ona symetryczna w tym przypadku. Proszę przemyśleć swoje poglądy i nie liczyć "utraconych" pieniędzy, których nigdy by Pan w życiu nie zobaczył na oczy

  5. Infoanarchista wtorek, 8. maja 2007

    Od kogoś kto aspiruje do miana pisarza można by było oczekiwać wypracowania na zdecydowanie wyższym poziomie. Wszystkich, którzy nie podzielają poglądów pana Pilipiuka przyrównuje on do komunistów. Trochę to zabawne zważywszy, że sam posługuje się typową dla stalinowskiej propagandy techniką zohydzania przeciwnika za pomocą inwektyw. Chociaż zamienił w tekście "zaplutych karłów reakcji i burżujów okradających ciężko pracujący lud roboczy" na złodziejaszków i lumpów, to i tak za samo użycie tej metody wypadałoby jednak zapłacić tantiemy! :D Co do wartości merytorycznej tekstu to szczególnie zabawnie brzmi sugestia jakoby istnienie w ZSRR patentów nie pozwoliło by im na skonstruowanie broni atomowej. Biedny pan Pilipiuk! On nie przyjmuje do wiadomości, że jednym z ważniejszych celów wywiadów całego świata jest wykradanie tajników broni zarówno sojuszników jak i przeciwników. Oczywiście rozwiązania te są bezlitośnie kopiowane o ile okażą się lepsze od własnych. Także w krajach o ultrarestrykcyjnym prawie patentowym! Osobliwie tłumaczy pan Pilipiuk fakt, że muzyka disco-polo przyniosła producentom duże zyski. Nie rozumie, że kopiowanie disco-polo było znacznie mniej opłacalne niż pozostałej muzyki. Nośniki z disco-polo były po prostu sprzedawane po rozsądnie dobranej cenie. No, ale nic dziwnego, że kiedy się ignoruje podstawowe prawidła ekonomii to zawsze jeszcze pozostaje teoria spisku. Pan Pilipiuk skarży się, że w młodości był tresowany. Współczuję, zwłaszcza że efekty tej tresury w postaci ciągotek do zamordyzmu są widoczne po dziś dzień.

  6. Andrzej Pilipiuk wtorek, 8. maja 2007

    Spójrzmy jeszcze raz historycznie - w zasadzie do lat 80-tych XIX wieku nie było żadnej ochorny praw autorskich. Setki pisarzy niedojadało, zmarło w nędzy lub wykończyło sie na gruźlicę. Skutkiem zwykłego prozaicznego braku wynagrodzenia nie dane im było stworzyć kolejnych utworów. Setki innych porzuciło pracę twórczą i zajęło sie inną działanością. **** Teraz zastanówcie się czy to sie kalkulowało. Co jest lepsze - przeczytać za darmo jedną dwie książki, czy zapewnić autorowi choćby minimalne wynagrodzenie (w polsce przecietnie 1-2 zł od sprzedanego egzemplarza) i niech napisze ich dwadzieścia. (ja mam na koncie 32 pozycje - to naprawdę ciężki kawałek chleba) **** I jeszcze jedno, abstrachując - mamy w kraju około 1000 czynnych zawodowo pisarzy. (w tym może 5% żyje tylko z pisania). Co to oznacza? 1 pisarz przypadka na 40 tyś zwykłych ludzi. Biorąc pod uwagę ilośc przekładów jest to liczba stanowczo za niska. Działania "infoanarchistów" biją obecnie w te grupę zawodowa uszczuplając jej dochody. Wprowadzenie w życie postulatów infoanarchistycznych spowoduje całkowity zanik opłacalności. I co wtedy będziecie czytali?

  7. Kamil wtorek, 8. maja 2007

    1-2zl od egzemplarza? To nie piraci pana okradaja, tylko wydawcy za przeproszeniem r*** pana w d*** gdy sciagaja z ludzi 50 zlotowek od ksiazeczki. Niech pan na swojej stronie zacznie sprzedawac ebook w cenie 2zl z ominieciem posrednikow to pewnie na jednej ksiazce tak sprzedawanej zarobi pan wiecej niz na wszystkich wydanych do tej pory razem wzietych.

  8. Andrzej Pilipiuk wtorek, 8. maja 2007

    do Kamila - koszt produkcji książki jest skalulowany na ile się da. ok 50% ceny końcowej to marże dustrybutora i księgarni. pozsotale 50% to: honoraroum autorskie - do max 10%, koszt druku 30% koszta redakcji korekty, składu, opracowania graficznego etc ok 5% zysk wydawnictwa ok 5%. Za wysoie ksozta druky podziekujmy naszym wladzom (22% vat na druk) za wysokie ceny w ksiegarniach - też - ksiegarz musi doliczyć haracz na ZUS, koszt wynajęcia lokalu etc. Moi wydawcy staja na uszach by cenę książki utrzymać poniżej 30 zł. *** sprzedarz e-booków nie ma kompletnie sensu. Jak do tej pory nie udało sie nikomu - nawet w USA rezygnują z tego pomysłu. W Polsce były proboy sprzedawania powieści w odcinkach w postaci SMS. Też zakończyły się efektowną klapą. Przyczymn jest kika. Po pierwsze kwestia odpłatności - przy cenie 2 zł koszt przelewu wyniesie ok 0,5 zł czyli 25%. (można płacić przez SMS - ale to wychodzi jeszcze drożej). sporzedajac przez internet musiałbym załozyc własną dzialanosc gospodarczą - czyli 700 zł na mieisac idzie się bujać albo muszę do doliczyć do ceny. nie da sie tego do końca zautomatyzować - musiałbym poświecić i kilka godzina dziennie, albo wymnajać do tego człowieka. Wreszcie przeszkoda główna - brak uczciwości. Nim sprzeda sie pierwsza setka to będzie przez piratów dostępne w sieci za darmo. *** dr Nieglowiczowi: W Polsce cos takiego jak szacunek do twórcy nie istnieje. Fakty? Zaraz po śmierci T.Pacyńskiego jego ksiązki w postaci e-booków jakieś cwaniaczki sprzedawały na allegro. Pisza Pan że tewórcy należy sie wynagrodenie za dzieło. ok. jesli nie sa to tantiemy jak Pan to sobie wyobraża? prywatny mecenas płaci autorowi powiedzy 50 tyś za napsianie powieści, czy może banda urzedasów decyduje - temy tu wiernemu synowi partii damy stupendium niech pisze o ciezkim losie klasy robotniczej w Pipidówce. * tANTIEMY OD SPRZEDAŻY TO SYSTEM PROSTY I LOGICZNY. Nagradza dobrych pisarzy, wyłacza z gry kiepskich. W automatyczny sposób zapewnia czytelnikom stały dopływ nowości. Wasza idea tego nie zapewni. Jest pusta.

  9. Adam wtorek, 8. maja 2007

    problem realizacji takiej umowy o dzieło faktycznie mógłby być kłopotliwy - jest to istotny fakt , co nie znaczy że od razu należy uznać ją za bezzasadną, tylko może zastanowić się nad realną j formą takiej umowy. Podobnie jak Pan Nieglowicz uważam go za zdecydowanie lepszy. Autor tworząc jakieś dzieło dodaje swój wkład do szeroko rozumianej kultury, jego prace służą w sposób oczywisty większej ilości osób. Uznając, ze przy każdym sprzedanym egzemplarzu teoretycznie w nieskończoność należy się autorowi jakiś nawet minimalny procent ze sprzedaży jest dla mnie absurdalny, analogicznie robotnik który sam osobiście włożył swoją prace np. w budowę drogi czy chodnika mógłby zażądać jakieś zapłaty za każdy samochód, który po niej przejechał czy od każdej osoby która skorzystała z chodnika.

  10. jerzy wtorek, 8. maja 2007

    Czy kiedyś ktoś pomyślał o systemie "akcyjnym" dla twórców ? Pierwszy utwór (praca ), bo zawsze i tak to przebiega w ten sposób to reklama mająca na celu zainteresowanie odbiorców. Dalej potencjalni zainteresowani finansują następny na własne ryzyko. Prawda, że proste.

  11. brloin wtorek, 8. maja 2007

    Panie Andrzeju! 1.) Pisze Pan: "Nie wnikajmy w akademickie rozważania nad źródłami idei. Socjalizm w założeniach XIX wiecznych utopistów też był piękny. Popatrzmy na praktykę. Popatrzmy na skutki." A także: "Co do zabezpieczeń – pokazują one ułomność natury ludzkiej. Gdyby nie masowe piractwo, gdyby powiedzmy 75% użytkowników grało uczciwie, zabezpieczenia w ogóle nie były by potrzebne, a i cena plików by spadła." Czy nie jest to przykład przedstawiania pięknej ideologii i rozumowanie totalnie wbrew praktyce, która jest taka, że ludzie ściągają z internetu praktycznie wszystko? 2.) Kolejny cytat: "Setki pisarzy niedojadało, zmarło w nędzy lub wykończyło sie na gruźlicę. Skutkiem zwykłego prozaicznego braku wynagrodzenia nie dane im było stworzyć kolejnych utworów. Setki innych porzuciło pracę twórczą i zajęło sie inną działanością." Czy sugeruje Pan, że wzięcie ich w opiekę zapewniłoby rozwój pisarstwa? Skąd pewność, że stworzyliby cokolwiek wartościowego? Poza tym, ta argumentacja brzmi jak wypowiedź zdeklarowanego wielbiciela państwowej ochrony różnych dziedzin życia. Mówi Pan po prostu jak socjalista. 3.) Dalej: "I jeszcze jedno, abstrachując - mamy w kraju około 1000 czynnych zawodowo pisarzy. (w tym może 5% żyje tylko z pisania)." Czy aby nie jest to dobitny przykład na to, że obecny system nie gwarantuje żadnych efektów, o których Pan mówi? 4.) Wyliczył Pan koszty odnosząc się do ceny 2 zł za e-booka. Dobrze, niech to będzie i 6,99. Myślę, że i Panu się by opłaciło i chętni do kupienia by się znaleźli. Wydaje mi się, że jedynym tak na prawdę powodem pańskiego sprzeciwu jest kwestia możliwości szybkiego rozpowszechnienia kopii książki w internecie i nic innego. Jak Pan dokładnie przedstawił - jest Pan temu absolutnie przeciwny. W zamian proponuje Pan pracę nad ludźmi. Jakoś dziwnie kojarzy mi się to z lewackimi ideami zmieniania człowieka wbrew naturze tegoż... 5.) Przeczytałem kilka Pana książek i jak - domyślam się - wielu z czytelników eCzas.net, jestem fanem Pańskiego pisarstwa. Żadnej nie kupiłem - wszystkie pożyczyłem od koleżanki, która je nabyła. Jeśli Pan sobie życzy, udostępnię swoje dane aby mógł Pan dochodzić swoich praw do zysku z dzieł. 6.) Na koniec zapytam jeszcze: czy poza zarobkowym, istnieje jakikolwiek inny cel Pańskiego pisarstwa? Czy czuje się Pan twórcą czy po prostu wykonuje zawód? Pozdrawiam!

  12. leszek wtorek, 8. maja 2007

    no coz... pan Andrzej najwyrazniej nie daje sobie rady z konkurencja i stara sie walczyc z "socjalizmem" socjalizmem... zamiast tworzyc wielkie dziela, walczyc o swoje, zdobywac coraz wiekszy honor i nagrody, to potrafi jedynie zadac wszystkiego od innych, samemu dajac najlepiej coraz mniej... bo wielka dzieje sie niesprawiedliwosc gdy zamiast 700tys. zl na rok, pan Andrzej zarabia 200tys.... a najlepsze, ze za obecne wladze i system podatkowy ma pan Andrzej pretensje chyba do dzisiejszej mlodziezy, a znow tylko nie do siebie samego... coz za ignorancja... jesli rzeczywiscie czuje sie pan artysta, to nie powinien pan tu sie zajmowac jakimis przyziemnymi bzdetami, jakimi sa pieniadze.. pownien byc pan w pelni oddany swojej pasji... zdany na wole i gest ludzi, ktorzy beda chcieli odrobine tego co pan tworzy... a jesli bedzie to rzeczywiscie dobre, to o pieniadze nie bedzie sie pan musial martwic i o takie pierdoly jak "piractwo"... "piractwo" przeszkadza tylko samym zlodziejom.. najbardziej chyba tym "w krawatach", bo wraz z postepem technologicznym jest to dla nich rodzaj ambitnie dzialajacej konkurencji... ale i oni potrafia sie szybko dostosowac, produkujac "piratom" np. przenosne odtwarzacze mp3, nagrywarki roznej masci, nosniki danych, itp., itd.... widac, ze jak chca zarobic, to potrafia sie w tym wszystkim odnalezc... nie potrzebna policja, sady i inne formy nacisku... trzeba tylko wykazac odrobine checi i byc gotowym na radykalne zmiany... poza tym... wie pan gdzie by dzis stal swiat informatyki gdyby nie piractwo? pewnie gdzies na poziomie ms-dos 8.0... ale do pana pewnie to nie dociera... pan nie patrzy horyzontalnie na problem, tylko na to jak tu wyzyc do 1-go i najlepiej nie dac wyzyc sasiadowi obok, podrzucajac mu kamien do ogrodka... eh.. zwykly, polski robotnik z pana, a nie artysta...

  13. affrhkbajx wtorek, 8. maja 2007

    Hello! Good Site! Thanks you! dmczjxyyzk

  14. Austriak wtorek, 8. maja 2007

    PAnie Andrzeju! Popieranie własności intelektualnej w czambuł, bez najmniejszej refleksji nt. słowa własność, jest błędem. Otóż: 1) Własność nie jest przywilejem Państwowym. Jest prawem naturalnym człowieka. Zatem państwowe patenty to nic innego jak udzielanie monopolu. 2) Własność wynika z faktu rzadkości dóbr - pomysł sam w sobie nie jest "rzadki". 3) Własność może tyczyć się wyłącznie bytu fizycznego - własność intelektualna to próba zawłaszczenia pomysłów w cudzych głowach, jest zatem aktem fizycznej agresji. Nie oznacza to, że każden pomysł trzeba udostępniać od razu, po wymyśleniu (podejście marksistowskie). Opłaty za dzieło powinny być wedle uznania twórcy, jak za każdą własność - może też twórca zabronić rozpowszechniania swojego dzieła nabywcy, ALE NIE MOŻE NARZUCIĆ TEGO OSOBOM NIE ZWIĄZANYM Z NIM UMOWĄ ani tworzyć umów post factum, jak to ma miejsce w przypadku "umów licencyjnych". Szerszą analizę Własności intelektualnej z ekonomiczno-własnościowego punktu widzenia najdzie Pan pod adresem http://www.mises.pl/255 Abstrahuję od rozwiązań utylitarnych: gdy mówimy o moralności i sprawiedliwości, efektywność NIE MA NAJMNIEJSZEGO SENSU. Proszę nie stosować zatem tanich chwytów retorycznych pt. "przeca to stymuluje nasz rozwój!" NIe jestem, lewakiem, komunistą etc. Jestem anarchokapitalistą, zwolennikiem pełnej świętości i poszanowania własności prywatnej, dobrym, skrajnym prawicowcem - w przeciwieństwie do etatystów pokroju... Janusza Korwina-Mikke (tak, on też jest lewakiem popierającym prawo patentowe - z przyczyn utylitarnych...)

  15. metz'u wtorek, 8. maja 2007

    Tego rodzaju dysputy są bezsensowne - prawa autorskie w cyfrowej rzeczywistości są sprzeczne z jej naturą. -Sieć komputerowa została stworzona by umożliwić globalną wymianę informacji. W cyfrowej rzeczywistości: -Posiadając oryginał możemy wykonać nieskończoną ilość klonów. -Każde zabezpieczenie można złamać. "Czy złodziej zamaluje kogoś kijem po głowie i zabierze mu portfel, czy używając komputera włamie mu się na konto elektroniczne – efekt końcowy będzie taki sam. Zniknięcie pieniędzy." Czy zdaje sobie Pan sprawę, że pieniądze w portfelu są materialne natomiast pieniądze na koncie są tylko informacją? "Czym różni się od nastoletniego złodziejaszka który też uważa że należy mu się radio samochodowe sąsiada?" Czy w 'realu' chłopczyk ten potrafi sklonować radio? Siła Pańskiego argumentu tkwi w złości i rozczarowaniu sąsiada, który dostrzega brak radia. W rzeczywistości cyfrowej sąsiad dalej posiada radio - chłopczyk zabiera dokładną kopię. Czym jest taki DRM, wrzaski i akcje organizacji broniących praw autorskich na tle ogromu sieci typu P2P... Prawa autorskie są skazane...

Dodaj swój komentarz:


Ankieta

    • Najlepszy parlamentarzysta:

      Zobacz wyniki

      Loading ... Loading ...

  • Odsyłacze