Zbigniew Galar: Płaca minimalna
Kategoria: Opinie
czwartek, 9. listopada 2006
Ile powinna wynosić idealna wartość płacy minimalnej? Jaka płaca minimalna spowoduje najszybszy wzrost gospodarczy? Stojąc przed zadaniem wybrania najlepszej z możliwych wartości dla płacy minimalnej możemy uprościć kwestię, rozpatrując po kolei poszczególne przypadki. Na jaką kolejność się zdecydować?
Na przykład niech to będzie kolejność malejąca. Możliwych wartości płacy minimalnej jest nieskończenie wiele. Dla uproszczenia rozpatrujmy jedynie liczby całkowite. Zacznijmy od prawej strony osi liczbowej i przesuwajmy się w lewo.
Nieskończenie wysoka płaca minimalna
Taka płaca minimalna jest nierealna z prostej i zarazem podstawowej przyczyny, na świecie nie mamy nieskończenie wiele pieniędzy. Obejmie więc ona wszystkich pracujących. Wszystkie miejsca pracy – żądając od pracodawców wprowadzenia podwyżek – nieskończenie wysokich podwyżek.
Efekt będzie taki, że będzie sto procent bezrobotnych, bo pod koniec miesiąca legalny pracownik będzie mógł zażądać wynagrodzenia w nieskończonej wysokości.
Zejdźmy na ziemię: 100.000 zł
Takie wynagrodzenie przysługuje dziś niewielu stałym zawodom – między innymi managerom wielkich koncernów i prezesom największych banków. Gdy ustanowimy tak wysoką płacę minimalną – tylko podobne grupy zawodowe będą mogły legalnie pracować.
Cała reszta ludzkości będzie musiała przenieść się do szarej strefy. Nikt nie zapłaci takiej sumy miesięcznie za pracę przeciętnemu obywatelowi. Bezrobocia unikną tylko docenieni geniusze i osoby dla wielkich firm z innych powodów niezastąpione. Legalnym zatrudnieniem będzie więc mogło pochwalić się, najwyżej około procenta zdolnych do pracy.
Poniżej gaży poselskiej: 10.000 zł
Taka wartość jest marzeniem niejednego socjalistycznego rządu. Kilkukrotność obecnej średniej krajowej jest ucieleśnieniem sukcesu walki klasowej. Każdy z nas miałby prawne poparcie do przedstawienia pracodawcy wymagań płacowych, zapewniających godne i dostatnie życie. Dostatnie przynajmniej w pierwszym miesiącu funkcjonowania tego przepisu. Tylko pytanie, co o tym pomyśli druga strona.
Pracodawca zanim kogoś zatrudni musi rozważyć podstawową kwestię. Mianowicie, czy zatrudnienie pracownika przyniesie większe korzyści finansowe jego firmie, niż pozostawanie przy status quo, czyli stanie obecnym. Będzie opłacało się zatrudnić kogoś nowego jeżeli wartość pracy, jaką może wytworzyć pracownik, jest wyższa od jego wynagrodzenia. Jeśli to, co pracownik „wyprodukuje” vel wypracuje, jest warte więcej, niż jego gaża – dopiero wtedy opłaca się go zatrudnić.
Jedynie około kilkunastu procent z nas jest na tyle wybitnie zdolnych, pracowitych i specjalistycznie wykształconych, aby podołać takiemu tytanicznemu zadaniu. Sama płaca minimalna, bez udziału innych negatywnych czynników spowoduje, że nagle osiemdziesiąt do dziewięćdziesięciu procent z nas straci pracę. Nie będziemy zatrudniani, bo praca naszych rąk zwykle nie jest warta więcej, jak dziesięć tysięcy złoty.
Bądźmy realistami: 3000 zł
Po wprowadzeniu takiej regulacji nastąpi podobny efekt do tego, jaki został opisany powyżej. Ci, którzy na przykład nie mają wyższego wykształcenia lub nie chcą pracować wydajnie, albo lubią mieć w pracy święty spokój – zamiast nieustannej „gonitwy” i ryzyka. Wszyscy ci, stracą pracę.
Po wprowadzeniu trzy tysięcznej płacy minimalnej, pracodawca będzie zmuszony ich zwolnić. Będzie zmuszony, bo inaczej sam zbankrutuje i pójdzie z torbami. Nie stać go bowiem na zatrudnianie osoby, która będzie przynosić straty. Stratą będzie różnica między minimalnym wynagrodzeniem trzech tysięcy złoty, a efektami pracy danego niewydajnego pracownika.
Pracodawcę stać na zatrudnienie kierownika, czy wykwalifikowanego specjalisty za tak wysoką sumę, ale sprzątaczki już nie. Właściciel mając do wyboru zatrudnienie sprzątaczki za trzy tysiące złoty albo życie w brudzie z pewnością wybierze to drugie. Jego wygoda – jak i wygoda jego pracowników, nie jest aż tyle warta. Taniej będzie dopłacić komuś do jego minimalnej trzy tysięcznej pensji dodatkowe dwa tysiące lub samemu się tym zająć. Z musu można w firmie wprowadzić przepis, że każdy pracownik sprząta po sobie i koniec pieśni. Tak droga sprzątaczka nie będzie potrzebna.
Efekt rysuje się jasny. Po ustaleniu takiej sumy dla przymusu wynagrodzenia, około połowa z nas natychmiast straci pracę. Wylądują na kuroniówce wszyscy ci, którzy nie są na tyle zdolni albo pilni, żeby tak przyzwoitą pensję zarabiać.
No, chociaż te: 800 zł
Powiedzmy, że ktoś lubi pracować. Ma własne niezależne źródło utrzymania i dodatkowo chciałby sobie dorobić w pracy, która go nie męczy i sprawia jedynie satysfakcję. Taki człowiek zgodziłby się zapewne zarabiać poniżej ośmiuset złotych, ponieważ w tym przypadku to sam etat, a nie pieniądze są najważniejsze. Dla takich pasjonatów, nieuczestniczących w wyścigu szczurów – jest wiele potencjalnych miejsc pracy. Ponieważ wymagają od pracodawcy mniejszej pensji, to zyski zatrudniającego są relatywnie większe w porównaniu z zyskami, jakie by uzyskiwał zatrudniając innego pracownika wymagającego płacenia mu „normalnej” pensji.
Takim ludziom minimalna pensja w wysokości ośmiuset złotych zamyka drogę do zatrudnienia. Nie będą mogli zgodzić się na niższą pensję, bo zabroni im tego prawo. Oczywiście łatwo jest istnienie tego przepisu obejść na wiele sposobów, ale idealna wysokość płacy minimalnej to na pewno nie taka, która zmusza niektóre grupy społeczne – do stania się przestępcami.
Oprócz wyżej opisanych, również inni ludzie ucierpieliby na tej regulacji. Ludzie, których wartość pracy nie przekracza sumy ośmiuset złotych. Jest ich niewielu, ale jednak są. Ustawowe (poprzez wprowadzenie takiej wysokości płacy minimalnej) uczynienie ich bezrobotnymi, może przynieść wiele negatywnych skutków. Z braku dostępu do legalnej pracy, będą częściej wchodzić na drogę przestępczą.
Gdy płaca minimalna wynosi osiemset złoty, nie można na przykład zatrudnić stróża do pilnowania niewiele wartych obiektów, czy kogoś do noszenia kamieni. Nie można, ponieważ wartość tej pracy nie pozwala na wypłacenie ośmiuset złotowych wynagrodzeń. Gdy pracodawców zmusimy do wypłacania takiej pensji, to zamiast kogoś zatrudnić wyręczą się techniką. Terenu zakładu będzie pilnować kamera, kamienie będzie przemieszczał wynajęty na kilka godzin spychacz, a ludzie którzy mogliby wykonać tą niewiele wartą pracę będą stali pod budką z piwem, obmyślając najczęściej nowe nielegalne sposoby zdobywania pieniędzy.
Tylko na jedzenie: 200 zł
Tutaj należy postawić pytanie czyja praca jest warta mniej jak dwieście złotych. Jeżeli nawet znaleźlibyśmy kogoś takiego to byłby to margines społeczny nie wart naszej uwagi. Nie bierzemy tutaj pod uwagę ludzi upośledzonych, którym przysługuje renta ze względu na niepełnosprawność. Ograniczmy się tu do pełnosprawnych pracowników, gdyż system wynagradzania inwalidów jest zupełnie inną kwestią.
Doszliśmy więc do ważnej wartości dwustu złotych. Przy której wartość wyprodukowanych dóbr przez pracownika prawie zawsze jest wyższa niż minimalne wynagrodzenie. Wynika z tego, że przynajmniej taka pensja należy się prawie każdemu pracownikowi. Minimum dwieście złoty – i to jak „psu zupa”. Taka wysokość płacy minimalnej nie zmusza prawie żadnego pracodawcy do zwolnienia pracownika. Dwieście złoty wynagrodzenia jest wręcz okazją dla zatrudniającego.
Czy dotarliśmy do idealnej wartości dla płacy minimalnej? Czy nie ma już negatywnych skutków wprowadzenia takiego przepisu? Otóż nadal są, ale dotyczą innej grupy społecznej niż prości „robole”. Dwieście złotych przymusowego wynagrodzenia pozbawiałaby pracy tych, dla których pieniądze nie są problemem i godzą się na symboliczną płacę, byle tylko mieć pracę. Taką regulacją automatycznie pozbawiamy zatrudnienia na przykład wszystkich bogatych, którzy pragną pracować za symbolicznie małe stawki. Pozbawimy też pracodawców zysków z zatrudniania takich bogatych ludzi.
Negatywne skutki obejmą także młodych. Wszystkich tych, którzy nie chcą pracować zupełnie za darmo, ale możliwość nabrania doświadczenia w zawodzie, jest dla nich ważniejsza niż pieniądze. Stawiamy takich młodych ludzi przed następującym wyborem: albo wolontariat, który nie wszędzie jest legalny albo bezrobocie.
Pracodawca potrzebuje kompetentnych specjalistów z doświadczeniem, nie zawsze jest mu na rękę kształcenie od podstaw pracowników, którzy po przyuczeniu mogą odejść do innego pracodawcy. Jeżeli zdecydowałby się zatrudnić osoby uczące się zawodu, to tylko za naprawdę minimalne stawki, w tym przypadku i dwieście złoty to może być za dużo. Uczenie fachu nowicjuszy, jest zajęciem absorbującym doświadczoną część zespołu, dlatego wynagrodzenie dla uczącego się musi być symboliczne.
Płaca minimalna w wysokości dwustu złoty spowoduje utratę kieszonkowego wielu młodych, starających się dzięki takiemu kształcącemu zatrudnieniu zdobyć pierwsze szlify doświadczenia zawodowego i z pewnością wielu odstraszy od szybkiego startu na rynku pracy. Spowoduje to być może w skali zatrudnienia straty wymiernie małe. Ale biorąc pod uwagę stracone szanse zdobywania doświadczenia, szanse zrobienia kariery, utracone perspektywy i w rezultacie wyjazd do krajów liberalnych tysięcy młodych ludzi – to już są znaczące straty dla gospodarki.
No dobra, idealne: 0 zł
Czy aby na pewno to ideał? A co z ludźmi, którzy chcieliby dopłacać swojemu pracodawcy za zatrudnienie? Nie jest to nic nadzwyczajnego, jeżeli staramy się nabyć doświadczenia w pracy na przykład na wartych miliony złotych maszynach przemysłowych. Dla pracodawcy zatrudnienie kogoś przy nich wiąże się z koniecznością ustawicznego nadzoru, żeby na przykład w trakcie nauki nie doprowadzić do jakiejś katastrofy lub wymiernej szkody materialnej. Pomimo to, że taka praca przynosi pewne dochody firmie, to jednak ogólny koszt ubezpieczenia „efektów” pracy uczącego się, w tym kontroli nad niedoświadczonym pracownikiem, przewyższa o wiele wartość jego pracy.
Musimy pracodawcy dopłacać tyle, ile warta jest ta dodatkowa kontrola, żeby nadal na nas mógł zarobić. Inaczej nie ma mowy o opłacalności dla właściciela takiej formy zatrudnienia.
W ostatecznym rozrachunku dopłacanie pracodawcy nawet kilka tysięcy miesięcznie jest niejednokrotnie lepszą inwestycją, niż pójście na pokrewny kierunek na studia. Doświadczenie w pracy w rzeczywistym produkcyjnym środowisku po kilku miesiącach może przynieść nam określone profity, na przykład w postaci stałej wysoko płatnej pracy.
Z zerową płacą minimalną ci, którzy wybraliby taką drogę kształcenia byliby od razu przestępcami. Płacenie pracodawcy za zatrudnienie byłoby nielegalne, przy zerowej wysokości płacy minimalnej. Wszyscy byliby więc skazani na studiowanie. Ten brak wyboru uniemożliwi robienie kariery wielu ludziom. To na pewno nie jest korzystne dla gospodarki.
całość: www.korespondent.pl

