Aleksander Majewski: Guwernerzy dobrego smaku

Kategoria: Wiadomości

poniedziałek, 18. grudnia 2006

Nie minęło wiele czasu, odkąd na łamach poznańskiego „Liberum Veto” rozwodziłem się na temat medialnej obłudy związanej z żałobą po tragedii w kopalni „Halemba”, a już znajduję temat dotyczący zupełnie innej kwestii, ale w podobnej mierze noszący na sobie piętno obłudy. Rozsławienie tzw. „sex-afery” przez bohatersko walczącą o zasady „wolności, pluralizmu i demokracji” Gazetę Wyborczą i wojującą z autorytarnym dyktatem tych przebrzydłych kaczorów stację TVN, jak również komentarze na jej temat wszelkiej maści „entelygentów” wzbudziło u mnie więcej obrzydzenia, niż nawet sama postawa bohaterów tego „skandalu”.

Nie jestem żadnym zwolennikiem Samoobrony (czego dowodem może być już sama publikacja tegoż tekstu na serwisie eCzas.net), ani też jej sojuszników z PiS, dlatego nie zamierzam zagłębiać się w szczegóły tej sprawy. Chodzi mi tylko o pewną moralizatorską manierę wielu publicystów i polityków, wśród których dominują tzw. „prawicowcy”. Zamiast zastanawiać się nad podatkami, które rujnują polską gospodarkę i nad oburzającymi przepisami Unii Europejskiej, które stają się coraz większą przeszkodą na drodze do wprowadzenia w pełni wolnej gospodarki, czyniąc z kraju, przy aprobacie różnych pseudo-liberałów, będących w istocie bandą pachołków z namaszczeniem wypełniających prikazy Brukseli- „nasza” opozycja, zarówno lewicowe, jak i „prawicowe” gryzipióry wyrażają swoje oburzenie podłością polityków, którzy gorszą i przyczyniają się do upadku moralności nieskazitelnych kobiet… Nic, tylko wszcząć jakąś dyskusję w debacie publicznej, zaprosić jakiś autorytet moralny i załamywać ręce nad praktykami seksualnymi parlamentarzystów, co i rusz powtarzając, że jest to niezgodne z zasadami praworządnego państwa prawa, opartego na zasadach prawdziwej demokracji, itd…
Przypomnę tylko, że ci sami guwernerzy dobrego smaku, jeszcze jako adepci propagandy bądź pracujący już w „swoim fachu” ludzie przyklaskiwali modelowi demokracji, jaki został zaproponowany w czasie tzw. „przełomu”. Opowiadając się za modelem parlamentarno- gabinetowym, wskazali na system w którym podobne afery będą miały miejsce, ponieważ jest on ich środowiskiem naturalnym.
I co Pan na to, Panie Komorowski? Teraz dumnie prężąc pierś przed kamerami i mówiąc, iż to, że Łyzwiński sypiał nie tam, gdzie powinien, jest sprawą wagi państwowej chyba zapomina Pan, kto decydował o takim kształcie państwa? Kto przyczynił się do tego, że taka banda prostaków zasiada w Sejmie, a dla uczciwych ludzi, mających konkretny plan na naprawę Polski nie ma miejsca? Cóż… przecież walczyliście w imię prawdziwej demokracji… A, że prostactwo wybierze równych im prostaków do parlamentu, to już inna bajka.
Ciekawi mnie również motywacja dziennikarzy- ulubionych marionetek właścicieli wydawnictw i związanych z nimi polityków. I czy to sięgniemy po niemiecką gazetę dla Polaków- „Dziennik”, „Gazetę Wybiórczą” czy nawet „Rzeczpospolitą’”- wszędzie czytamy o tym „wielkim skandalu”!! I to samo święte oburzenie ma być powodem do oceny warsztatu publicystów? Drodzy rzemieślnicy słowa, dajcie nam ocenić się po tekstach na tematy należyte i ważne, a nie liczcie na nasze opinie, kto ładniej się żachnął czy wzburzył na temat spraw łóżkowych p. Łyżwińskeigo!
Być może wówczas da się wprowadzić choć trochę normalności. Wszakże im mniejsza publika, tym widowiska mniej pożądane.

Aleksander Majewski
Autor jest Prezesem Sekcji Młodzieżowej UPR- Ciechanów i redaktorem miesięcznika „Liberum Veto!”


Komentarzy: 5

  1. Carlit poniedziałek, 18. grudnia 2006

    Autor podjąl ważny temat: system parlamentarno-gabinetowy, wprowadźmy ordynację wyborczą i system prezydencki a za 10 lat ludzie którzy wyjechali do W.Brytani zaczną wracać.

  2. Carlit poniedziałek, 18. grudnia 2006

    oczywiście ordynację większościową

  3. michal (zielonka) poniedziałek, 18. grudnia 2006

    Tekst bardzo dobry, ale nie moge pojąć zdziwienia Alka: dlaczego wszystkie gazety o tym pisały... w sumie pomimo tego iż to mało wazna sprawa dla polskiej gospodarki, to jednak skoro wybuchła juz taka afera to trzeba ją opisać. Wyobraźmy sobie jaką reakcję miałby zwykły śmiertelnik który otwiera Wybiórczą patrzy a tam sexafera, rzeczpospolita - to samo, a otwiera dziennik a tu cisza... byłoby to dosc podejrzane:)

  4. antoni żurek poniedziałek, 18. grudnia 2006

    Cały ten felieton jest wyjątkowo zakłamany. Po pierwsze - afera nie dotyczy "kłopotów łóżkowych" tylko złamania prawa przez Łyżwińskiego, w tym paragrafów o korupcji. Jak rozumiem według Majewskiego, prawo ma obowiązywac tylko tzw zwykłych obywateli, politycy zaś mają byc bezkarni. Nic dziwnego, że politycy kradną - "prawicowi" publicyści sami ich do tego namawiają Po drugie - sugerowanie, że za winy (p)osła Łyżwińskiego, odpowiada system parlamentarno-gabinetowy to jakieś lewackie miazmaty. Przeciez w każdym ustroju można być uczciwym człowiekiem, można także byc draniem. Skandale obyczajowe i korupcyjne zdarzają się we wszystkich ustrojach. Można też zauważyć pewną korelację - im system mniej demokratyczny tym sznasa, ż skorumpowany polityk poniesie karę jest mniejsza. W systemach niedemokratycznych drani i prostaków nikt nie wybiera - dranie i prostacy po prostu rzadzą. Po trzecie - tez boleję nad tym, że dla przeciętnego odbiorcy dużo bardziej interesujące są skandale obyczajowe lub szukanie etatu dla Marionetkiewicza niż szczegóły dotyczące budżetu. Z drugiej jednak strony nie widziałem zeby jacys tzw prawicowi publicyści przeprowadzili miażdżącą krytykę tego socjalistycznego gniota wyjaśniając jednocześnie "ciemnemu ludowi" dlaczego podnoszenie wydatków na urzedników o 3 mld zł jest złe. Punkt widzenia zalezy najwyraźniej od punktu siedzenia Reasumując - zalecałbym częstsze korzystanie z własnego umysłu zamiast powtarzania pseudomyślowej papki wytworzonej przez Michalkiewicza czy JKM. Lepiej pan na tym wyjdzie w tzw długim okresie

  5. Carlit poniedziałek, 18. grudnia 2006

    Ad. 4. *** Co części Pańskich zarzutów się nie zgodzę. W demokracji ważny jest sposób wyłaniania elit politycznych. Proszę spojrzeć pod kontem Senatu. Czy do Izby Wyższej polskiego parlamentu dostają się tacy politycy jak Łyżwiński? Nie! Dlaczego? Bo do Senatu dostają się politycy, którzy mają przede wszystkim poparcie w swoim okręgu wyborczym, lokalni liderzy, autorytety i osoby z jakimś dorobkiem. Aby zostać posłem wystarczy zająć dobre miejsce na odpowiedniej liście i wydać odpowiednią kwotę na reklamę wyborczą, to sprawia, że do Sejmu wchodzą często ludzie bardzo przypadkowi i o dość miernej reputacji. Pora zmienić ordynację wyborczą na większościową! Zgadza się Pan?

Dodaj swój komentarz:


Ankieta

    • Najlepszy parlamentarzysta:

      Zobacz wyniki

      Loading ... Loading ...

  • Odsyłacze