Andrzej Sadowski: Euro nie przynosi bogactwa
Kategoria: Wiadomości
środa, 31. stycznia 2007
Przyjęcie euro nie może być kwestią wiary, mody i własnych odczuć, ale wynika z jasno zdefiniowanych warunków określonych w traktacie z Maastricht. Polska, wchodząc do Unii Europejskiej, zobowiązała się do spełnienia określonych w nim warunków, które przyjęcie euro czynią możliwym. Samo przyjęcie euro jest czynnością czysto techniczną po wypełnieniu najpierw kwestii merytorycznych.
- Przystąpienie do strefy euro nie jest jednak jakimś twardym zobowiązaniem. Dania i Wielka Brytania zagwarantowały sobie możliwość nieprzyjęcia euro, ale już Szwecja się do tego zobowiązała, a przyjęcie euro odwleka, nie przystępując do europejskiego mechanizmu kursowego i nic się nie dzieje.
- To jest kwestia jakości traktatów podpisanych przez rządy. Samo wyznaczenie daty przyjęcia euro nie zmniejszy polskiego zadłużenia czy deficytu budżetowego. Podanie daty nie zmieni rzeczywistości i jest to sprawa trzeciorzędnej natury. Propagatorzy wyznaczania takich dat powinni raczej odpowiedzieć na fundamentalne pytanie - co jest rzeczywistym źródłem bogactwa? Gdyby ekonomiści uczciwie próbowali na nie odpowiedzieć, to okazałoby się, że bogactwo narodu nie bierze się z koloru farby nadrukowanej na papierze znajdującym się w obiegu. Ferdynand de Soto w “Innym szlaku” zauważył, że ludzie na świecie są tacy sami. Tak samo chcą pracować, oszczędzać i bogacić się. To, że jedni mają więcej owoców swojej pracy, jest skutkiem systemu instytucjonalno-prawnego, który albo pozwala na bogacenie się, albo marnotrawi i zaprzepaszcza nasz wysiłek. Gdyby zależało to od pieniądza w obiegu, to należałoby uznać Kubę za normalny kraj, bo walutą, za którą można tam realnie coś dostać, jest amerykański dolar. Czy z faktu, że w Panamie tenże amerykański dolar jest oficjalną walutą, wynika, że poziom bogactwa jest tam taki jak w USA? Pieniądz jest tylko pochodną jakości i siły systemu gospodarczego, innego w USA i Panamie, mimo że płaci się tam tym samym dolarem.
- Można się więc zgodzić, że istotnie korzystne dla gospodarki jest samo spełnienie kryteriów do przyjęcia euro, jak niska inflacja, niski deficyt i zadłużenie, a nie samo przyjęcie wspólnej waluty. Jaki jest w takim razie sens przyjmowania euro?
- Wszystkie te parametry, które Pan wymienia, należą się polskiej gospodarce i naszym obywatelom i bez wstępowania do strefy euro. Sens przyjęcia euro jest wtedy, gdy poziomy rozwoju gospodarczego państsw są zbliżone. Gdy istnieją znaczące różnice, własny system walutowy pełni rolę śluz, jak na jeziorach o różnych lustrach wody. Umożliwiają one przepłynięcie z jednego poziomu gospodarczego do drugiego. Pamiętajmy, że mamy inną strukturę cen i zarobków niż kraje Europy Zachodniej. Dopóki poziomy wody na jeziorach się nie wyrównają, póty śluzy w postaci różnych systemów walutowych są potrzebne. Jeżeli mówimy o przyjęciu euro, to tylko po spełnieniu merytorycznych przesłanek, do których należy osiągnięcie zbliżonego poziomu rozwoju gospodarczego w stosunku do państw, które przyjęły euro. Próbą wytworzenia presji na elitę polityczną, na jak najszybsze przyjęcie euro, to próba narzucenia fałszywej perspektywy.
- Jak Pan oceni skutki obowiązywania wspólnej waluty w Europie?
- Euro jest projektem bardziej politycznym niż ekonomicznym. Jest narzędziem integracji politycznej krajów Unii i wzmacniania struktur ponadnarodowych. Drugim takim narzędziem ma się stać tzw. uniokonstytucja. Ale im dłużej euro jest wspólną walutą, tym rośnie w społeczeństwach poparcie dla przywrócenia walut narodowych.
całość: Najwyższy Czas!

