Gospodarka z chińskim silnikiem - rozmowa z prof. E. Haliżakiem, dyrektorem Instytutu Stosunków Międzynarodowych UW
Kategoria: Wiadomości
piątek, 25. maja 2007
W przyszłym roku przy obecnym tempie wzrostu Chiny prześcigną Niemcy, a w następnych pięciu - ośmiu latach dościgną Japonię. Oczywiście dochód na głowę mieszkańca jest dużo mniejszy. Wpływ tego kraju na ekonomię światową wynika z popytu, jaki stwarza szybko rozwijająca się gospodarka chińska, w ogromnej mierze na materiały i surowce. To za sprawą Chin i Indii ostatnio znacznie wzrosły ceny surowców i nośników energii. Z punktu widzenia polskiej gospodarki wyraża się to w bardzo dobrych wynikach firm sprzedających miedź, stal czy węgiel.
Chińczycy są największym producentem węgla w świecie, ale zamykają swoje przestarzałe kopalnie, przestawiają się na import. Polepszenie wyników polskiego górnictwa węglowego zawdzięczamy więc Chinom. Z chińskiego wzrostu korzystają eksporterzy surowców z rozwijających się państw Azji Wschodniej, Afryki i Ameryki Łacińskiej. Tani import z Państwa Środka niweluje zjawiska inflacyjne w państwach rozwiniętych i jest korzystny dla konsumentów, którzy zyskują tańsze towary. Ma duży wpływ na stabilność cen w USA, ale jednocześnie zabiera miejsca pracy. Chiny generują ogromne oszczędności dzięki wynoszącym ponad 1 bln dol. rezerwom walutowym, które inwestowane są w znacznej części (ok. 300 mld dol.) w obligacje USA. Amerykanie mają więc z czego finansować swoje zadłużenie. To tworzy gospodarczą współzależność między Chinami i USA.
Czy boom w Chinach ma trwałe podstawy? Wielu ekspertów uważa, że to papierowy tygrys, którego siłą są tylko niskie koszty pracy.
Wzrost chiński oparty jest na ogromnej podaży siły roboczej - 700 mln osób. Jest to siła robocza stosunkowo dobrze wykształcona na poziomie podstawowym, a nawet średnim. W gronie państw rozwijających się poziom edukacji w Chinach jest zaliczany do wyższych. Rocznie na studia za granicą wyjeżdża ok. 250 tys. ludzi, którzy w zdecydowanej większości wracają i zasilają gospodarkę. Ważną podstawą chińskiego wzrostu jest duża podaż kapitału, co wyraża się w wysokiej stopie inwestycji, sięgającej ok. 40 proc. dochodu narodowego, co w połączeniu z ogromną podażą siły roboczej tworzy podstawę do rozwoju gospodarczego. Udział sektora prywatnego w gospodarce jest obecnie decydujący i ciągle się zwiększa. Rząd dokonuje deregulacji i wycofuje się z wielu bezpośrednich funkcji gospodarczych. Przejście ze stałego kursu walutowego na kurs płynny, byłoby sygnałem dla świata, żeChiny chcą prowadzić gospodarkę w duchu wolnorynkowym. Następuje prywatyzacja banków oraz sterowanie podażą pieniądza nie za pomocą decyzji administracyjnych, ale polityki monetarnej. Do potencjału Chin należy dołączyć także Hongkong, z którym w sensie ekonomicznym stanowi jedną gospodarkę.
Kluczowe dla przyszłości gospodarki światowej będą relacje chińsko-amerykańskie. Czy Amerykanie mają podstawy, by uważać Chińczyków za rywali na rynkach międzynarodowych?
Do pewnego stopnia tak, choć obecnie ma miejsce komplementarność ekonomiczna. Chiny wypełniają niszę towarów niskoprzetworzonych i roboczochłonnych, powoli wkraczając w sektor towarów średnio i wysokoprzetworzonych. Dla USA Chiny są krajem eksportu towarów zaawansowanych technologicznie i inwestycji oraz bazą produkcyjną dla towarów konsumpcyjnych.
Czy Pekin może wpływać na USA swoimi rezerwami walutowymi?
Ewentualne przewalutowanie rezerw na euro doprowadziłoby do nagłego spadku wartości dolara i kryzysu walutowego w świecie, co jednak obróciłoby się też przeciw Państwu Środka. Chińską nadwyżkę można zlikwidować stopniowo przez zwiększenie importochłonności gospodarki. Obecnie kraj ten wydaje się zmierzać w tym kierunku. Rośnie tam w siłę klasa średnia, która docenia przyjemności konsumpcji materialnej. Chińczycy są bardziej skłonni do konsumpcji niż np. Japończycy. Przestawienie się z modelu proeksportowego na konsumpcyjny będzie sprzyjało redukowaniu nadwyżki handlowej i rezerw.
całość: rzeczpospolita.pl

