Tusk jak Lenin: Dzielny premier uratował chorego kotka
Kategoria: Wiadomości
wtorek, 5. sierpnia 2008Na czołówce TVP.info news jak z czasów PRL. Wspaniały nasz premier uratował bezdomnego, chorego kotka przed niechybną śmiercią w kancelarii. Nie tylko Jarosław Kaczyński dba o koty, cieszy się TVP.info. Jak podaje serwis, szef naszego rządu osobiście kazał złapać i wyleczyć kota wałęsającego się po Kancelarii Premiera. Zadanie było niełatwe, a droga do celu długa i kręta. Zacytujmy TVP.info:
Wałęsającego się, dzikiego i wyraźnie chorego kota w Kancelarii Premiera znaleźli współpracownicy Donalda Tuska. Jednak nikt nie wiedział, jak pomóc zwierzęciu. – Zaczęliśmy szukać organizacji pozarządowych, które zajmują się bezpłatną pomocą dla poszkodowanych i chorych zwierząt. Wybór padł na “Straż dla Zwierząt”, której siedziba znajduje się nieopodal rządowych gmachów – tłumaczy Beata Skorek z Centrum Informacyjnego Rządu.
Wezwana straż odłowiła kota i zawiozła do siedziby Straży, gdzie przez dwa tygodnie poddawano zwierzaka leczeniu. Po sterylizacji i rekonwalescencji kot został wypuszczony na wolność, ponieważ był dziki i nie nadawał się do adopcji.
Organizacja “Straż dla Zwierząt” w nagrodę dostała od kancelarii wsparcie finansowe. Dzięki pieniądzom od premiera już mogła zakupić nowe kontenery do przewozu zwierząt. I pomyśleć, że to Jarosław Kaczyński, a nie nasz obecny premier, wciąż uchodzi za pierwszego kociarza Rzeczpospolitej. TVP.info przełyka ten fakt z wyraźnym, choć niezrozumiałym bólem.
Krótki news o premierze i kocie przypomina propagandę co najmniej z czasów PRL. Zauważyła to już przed nami posłanka lewicy Joanna Senyszyn, która nazywa w blogu wyczyny PR-owców Tuska starą radziecką szkołą. I pisze bajkę “Tusk i kot”, której co prawda daleko do dzieł Michaiła Zoszczenki, ale i tak całkiem zgrabnie wyśmiewa nasze rodzime cuda:
Pewnego razu w Kancelarii Premiera pojawił się kot. Był głodny, wycieńczony, schorowany, przerażony. Pracownicy Tuska złapali go, ale nie mieli pojęcia, co robić. Jak zawsze w takich razach, poszli do szefa. On zawsze ma dobre pomysły i radę na wszystko. I tym razem nie było inaczej. Premier nie zawiódł pokładanych w nim nadziei. Długo się nie zastanawiał. Podjął męską, ale zarazem ciepłą, czułą, wręcz macierzyńską decyzję. Uratujemy kota.
Natychmiast rozkazał wezwać Straż dla Zwierząt. Nie bójcie się. Czyńcie swoją powinność – powiedział Tusk. Ojczyzna zapłaci i jeszcze wynagrodzi. Słowo stało się ciałem. Wszyscy odetchnęli z ulgą. Radości nie było końca. Dobrego mamy premiera – powtarzali ministrowie. Ludzki pan - roznosiło się po korytarzach Kancelarii - przecież mógł kazać kota zastrzelić.
A naród cały spoglądał z zachwytem ku swej stolicy, gdzie wielki władca ratował koty, budował boiska i jeszcze miał kiedy czynić cuda.
za: www.pardon.pl
Komentarzy: 2
- paweł wtorek, 5. sierpnia 2008
niestety rząd bez osiągnięć co gorsza bez planu, bez koncepcji musi nadrabiać tanią propagandą i w tej kwestii Tuska rząd naśladuje wyśmienicie PRL.
- Bogdan wtorek, 5. sierpnia 2008
naśladuje PRL?ja bym powiedział,że raczej Koreańską Republikę Ludowo-Demokratyczną! jeszcze miesiąc i zaserwują nam opowieść, o tym jak Tusk rozganiał chmury machnięciem ręki!

