Znajomi pana Waldemara
Kategoria: Wiadomości
wtorek, 6. listopada 2007
Waldemar Pawlak ma zostać wicepremierem, a dziennikarze skąpią nam o nim informacji. W sumie mało wiemy o Pawkaku i jego znajomych, a szkoda. Na przykład - chyba mało kto wie, że Pawlak należy do pionierów naszej gospodarki rynkowej i, zarazem, komputeryzacji! Jak to? – zapytacie. Już wyjaśniam… Otóż, w roku 1984 pojawiła się pierwsza spółka nomenklaturowa. Nazywała się „Agrotechnika” a zorganizowali ją aktywiści Związku Młodzieży Wiejskiej oraz specjaliści z Wojskowej Akademii Technicznej (tej samej WAT, którą tak mocno umiłowali sobie panowie z WSI – jak wynika z raportu likwidacyjnego WSI)„Agrotechnika” korzystając z kredytu Banku Światowego…
…przeznaczonego na modernizację sektora rolniczego zajmowała się sprowadzaniem do Polski sprzętu komputerowego, także objętego embargiem – państwa zachodnie nie miały bowiem ochoty udostępniać krajom bloku wschodniego produktów zaawansowanej technologii, zwłaszcza, że mogły być one wykorzystane przez wojsko, czy służby specjalne. I pozyskiwaniem takiego – między innymi – sprzętu zajmowała się właśnie „Agrotechnika”. Zresztą – nie tylko na potrzeby krajowe.
Sprzęt szedł też na wschód – do Związku Sowieckiego i faktycznie – ponoć – wykorzystywano go tam do komputeryzacji spec-służb. Nie trzeba być znawcą stosunków panujących w krajach realnego socjalizmu, by domniemywać, że przedsięwzięcia w rodzaju „Agrotechniki” musiały być wzdłuż i wszerz obsadzone przez funkcjonariuszy i agentów, najprawdopodobniej, „wojskówki”. Nas interesuje to wszystko o tyle, że w „Agrotechnice” działał Waldemar Pawlak (1). Co może nie znaczyć nic, ale może też znaczyć bardzo wiele… Było jak było, tak czy owak introwertyczny Pawlak zrobił później błyskotliwą i błyskawiczną karierę – w 1985 wstępuje do ZSL, w 1989 zostaje posłem, w 1991 jest już prezesem NKW PSL, w 1992 – w wieku 33 lat – dostaje misję tworzenia rządu… I to po „nocy teczek”, w momencie największego kryzysu III RP! Z tworzeniem rządu nie poszło Pawlakowi najlepiej, czy jednak „33 dni Pawlaka” to faktycznie była klęska? Jak ujęła to w „Rz” pani Subotić dla Wałęsy Pawlak był „narzędziem do czyszczenia archiwów i służb specjalnych z ludzi Olszewskiego” i „swoje zadanie wykonał” (2). Więc – w sumie – sukces…
Ale miało być o znajomych pana Waldemara… Magdalena Subotić, kreśląc portret Pawlaka, wspomina i o tym, że w 2002 roku pan Waldemar został prezesem Warszawskiej Giełdy Towarowej. Głównym udziałowcem giełdy był Zbigniew Komorowski, polityk PSL, znajomy Pawlaka, szef firmy „Bakoma”, której współzałożycielem był nie kto inny tylko Edward Mazur. Związki Mazura z PSL wydają się zresztą bliższe. Gdy Pawlak, po wyborach w 1993 roku, został premierem Mazur miał być doradcą PSL, do czego Pawlak się nie przyznaje, choć znajomości z Mazurem się nie wypiera. Sam Mazur zapytany przez dziennikarzy „Rz” o kontakty z „ludźmi SLD, PSL i służb specjalnych” odparł: „Bo kiedy przyjeżdżałem do Polski w latach 70-tych i 80-tych, tylko z nimi można było robić interesy”(3). Mazur – emigrant od 1962 roku – faktycznie zaczął pojawiać się w PRL w latach 70-tych ubiegłego wieku. Nawiązał wtedy kontakty z Ministerstwem Handlu Zagranicznego i centralami pośredniczącymi w eksporcie. „To były gniazda bezpieki” – pisali w „Rz”, sam Mazur przyznał zresztą, że „trafił w orbitę służb specjalnych” (nawiasem mówiąc, “prowadzić” miał go wówczas płk. Ryszard Bieszyński).
Mazur bywał i nawiązywał kontakty, a to potrafił jak mało kto. W latach 80-tych przemieszkiwał sobie w stolicy, w słynnej “zatoce czerwonych świń”, po sąsiedzku zaś mieszkał nie kto inny, tylko pan Ałganow, oficer KGB, później, począwszy od lat 90-tych XX wieku, funkcjonariusz rosyjskiej Służby Wywiadu Zagranicznego (SVR). Jak pisano w “Gazecie Polskiej” u Mazura i Ałganowa bywała wówczas “śmietanka lewicy”, Mazur doradzał zresztą ponoć samemu premierowi Rakowskiemu. Zważywszy na to wszystko, nie dziwi, że lista znajomych Mazura jest imponująca. Znał, między innymi panów Kunę i Żagla, którzy tak efektownie zaistnieli w związku z aferą “Orlenu” (dodajmy, że panowie Kuna i Żagiel znali pana Ałganowa - zatrudniali go w swojej firmie “Polmarck”, pośredniczyli też w organizowaniu głośnego spotkania Ałganowa z Kulczykiem). Mazur, Kuna i Żagiel czynni byli przy aferze FOZZ, ale czy kogoś to zaskakuje?. Z kasy FOZZ wyciekło ponoć - przy pomocy tej trójki - 18 milionów dolarów, pieniądze rozpłynęły się przy okazji fikcyjnego kupna pewnej spółki belgijskiej (4). Ale prócz takich interesów u schyłku PRL i na początku III RP Mazur robił i inne interesy – między innymi właśnie z panem Komorowskim. Zapytany o to, skąd wzięła się „Bakoma” Mazur odpowiedział (pisownia oryginalna): „Bakoma wzięła się, kiedy w Polsce zaszły zmiany. Został mnie przedstawiony Pan Komorowski, jako prywatny inicjator z dobrą reputacją (ciekawe, co znaczyła w 1989 „dobra reputacja” – tad), który dużo mógł. Tak więc Centrala Handlu Zagranicznego powiedziała, bo w danych warunkach, to było w 1989 roku, tylko przez Centralę Handlu Zagranicznego można było działać. Ja zdecydowałem się aby stworzyć z Panem Komorowskim firmę. Nazwaliśmy ją Bakoma pochodzącą od naszych nazwisk”
całość: perlyprzedwieprze.salon24.pl
1 komentarz
- Adam Kot wtorek, 6. listopada 2007
A co ciekawe Waldek Pawlak był jedynym posłem PSL który nie zakończył ślubowania poselskiego słowami Tak mi dopomóż Bóg. Podobnie jak zresztą i bardzo wielu posłow PO i np. senator Marek Rocki.

